, włoskie kurtki i marynarki skórzane 

włoskie kurtki i marynarki skórzane

BR@ve*sol!deRS

Temat: Wybór
Rozdział drugi


Wrocław 28 listopad 2002
- 46,70 - powiedział taksowkarz odwracając się do pasażera siedzącego na tylnim fotelu.
- Proszę - Carlito podał kierowcy pięćdzięciozłotowy banknot. Wysiadł z taksówki. Stał przed głównym wejściem do hotelu "Dorint". Zapalił papierosa. To tutaj miał wykonać swoje ostatnie zlecenie, tutaj właśnie w tej chwili przebywał " Kiper ", ojciec chrzestny mafii z wybrzeża. Carlito postanowił sobie, że jego ostatni kontrakt wykona brawurowo, bez żadnej asekuracji. Poprostu wejdzie do pokoju hotelowego zajmowanego przez gangstera i zacznie strzelać do kogo popadnie.
" Reszta trupów w cenie jednego, promocja taka " - pomyślał sobie. Na tą okazję zabrał ze sobą dwie sztuki broni, swojej ulubionej Beretty.
Jeszcze tylko Kiper, później Mardock - jedyny naoczny świadek istnienia Carlita - i może spokojnie wyjechać gdzieś gdzie nikt go nie znajdzie, gdzie odda się już wiecznej zabawie.
Rzucił niedopałek papierosa na chodnik, przydepnął go butem i ruszył w kierunku wejścia do hotelu.
Bardziej z żartu niż z wrodzonej kultury ubrał się dziś elegancko. Na nogach miał czarne, wykonane z miękkiej, włoskiej skórki półbuty. Czarne bawełniane spodnie łagodnie spływały mu na buty. Rozpięta, czarna marynarka, a pod nią biała koszula. Przez ramię przewieszony miał wełniany, czarny płaszcz.
Wszedł do holu, rzucil tylko szybkie spojrzenie wokół i wszedł na schody. Wiedział dokładnie , w którym pokoju przebywa Kiper.Gdy znalazł się na piętrze, odłożył płaszcz pod ścianę. Przeszkadzałby mu tylko w wykonaniu zlecenia. Odgarnał poły marynarki, by mieć łatwiejszy dostęp do ukrytych za paskiem z tyłu, pistoletów. Zdecydowanym krokiem ruszył korytarzem, pod drzwiami jednego z pokoi stał barczysty, ogolony na łyso, ubrany w brązową, skórzaną kurtkę, mężczyzna. Gdy był już blisko pilnującego drzwi ochroniarza, wyszarpnął zza plecow oba pistolety. Doskoczyl do bandyty, trzymanym w lewej dłoni pistoletem uderzyl go w twarz, jednocześnie kopnięciem prawej nogi wyważył drzwi. Bandyta, ktory po uderzeniu, stracił równowagę, polecial do tyłu, własnym ciężarem otworzył drzwi na całą szerokość i wpadł do środka. Tuż za nim wszedł carlito z uniesionymi, gotowymi do strzału pistoletami. lecz nie wystrzelił. Na wygodnej sofie, na wprost drzwi, siedzial Kiper. wokól sofy stało pięciu wiernych mu gangsterów. Każdy z nich trzymał wycelowany prosto w Carlita pistolet.
- Więc to jest ten sławny kiler? - uśmiechał się Kiper - nie wygląda, prawda chłopcy? - wybuchnąl śmiechem. bandyci mu zawtorowali.
- Co ty sobie myślałeś Carlito? - jego uśmiech nagle zniknął - że ja nie wiedziałem o kontrakcie na mnie? Mam za wiele znajomości i wrogow, bym mógl sie tego spodziewać i proszę, Carlito niestety nie wykona swego zlecenia.
Gangster wstał, od jednego z bandytow wziął pistolet i zbliżył się do Carlita.
- Ty śmierdzielu, dzięki mnie zarobiłeś najwięcej pieniędzy, to ja dałem ci najwięcej zleceń, a teraz podnosisz rękę na swego chlebodawcę ?
- Pieniądze zarobiłem dzięki swojej pracy - odpowiedzial Carlito, jego broń zabral jeden z bandytow - jeśli nie ty byli inni zleceniodawcy, nie narzekałem na brak ofert.
- Ha ty bezczelna, buńczuczna gnido - ryczał Kiper - nawet w obliczu śmierci, bo chyba zdajesz sobie sprawę że żywy stąd nie wyjdziesz, udajesz twardziela?
Carlito szybko zaczął oceniać sytuację, pięciu bandytów, każdy wciąż celuje do niego, Kiper szósty, nie ma szans, tym bardziej że dwóch z nich obeszło pokój przymknęło drzwi i stanęło za Carltem. Szybka ucieczka też nie wchodzi w grę, o walce nie miał nawet co marzyć.
- Mam dla ciebie propozycję - ciągnął gangster - załatwisz Mardocka i będziesz pracowal dla mnie, jako mój prywatny cyngiel, poprostu zmienisz agenta - zaśmial się - tylko tak masz szanse przeżyć. Co ty na taką propozycję nie do odrzucenia?
- Nigdy nie będę dla ciebie pracował - powiedzial Carlito - mam na ciebie kontrakt, więc prędzej czy później cię zabiję - Carlito spodziewał się swojego końca, lecz nigdy nie był zdolny do błagania o litość.
- Ty szmaciarzu - Kiper się wściekł - masz jeszcze czelność mi grozić?
podszedł do jednego z bandytów, wziął z jego ręki berettę Carlita, wrócil do niego, przyłożył mu broń do skroni.
- Więc giń psie !!!
Rozległ się strzał wyciszony tłumikiem. Oczy Carlita zaszły ciemnością, przewrócił się na ziemię.
Carlito nie żył...
Źródło: dvarea.tanihosting.com/katharsis/forum/viewtopic.php?t=166